Przejdź do głównej treści Przejdź do wyszukiwarki

Ekranizacja 22.01.2016r.

Czcionka:

Trzymając się wodnej metaforyki, jaką sugeruje "Żółwik Sammy 2", trzeba powiedzieć, że kampania promocyjna filmu łapie widza na wędkę i robi go w (morskiego) konia. Po pierwsze: Sammy to nie żaden "żółwik", tylko całkiem dorosły żółw, który doczekał się już nawet potomstwa. Jednym z tych szkrabów jest właśnie widoczny na plakacie milutki i malutki gad, którego nieopatrznie można wziąć za tytułowego bohatera. Co ciekawe, w oryginalnej wersji tytułu nie ma mowy o żadnym "żółwiku". Mylący jest również slogan "do zakochania jeden... plusk". Tak, Sammy wyznaje miłość swojej partnerce, ale są oni starym dobrym małżeństwem i nikt się tu w nikim nie zakochuje. Przynęta zarzucona, haczyk połknięty. A co w takim razie czeka w kinie? Sammy znów rozstaje się z ukochaną. Razem z przyjacielem Rayem zostaje porwany i zamknięty w oceanarium, którym trzęsie lokalny ojciec chrzestny, konik morski Bozo. W trakcie szamotaniny gubią się też dwie nowo narodzone latorośle bohaterów, Ella i Ricky. "Żółwik Sammy 2" kompiluje zatem motywy znane z poprzednich "podwodnych" animacji – rybia mafia była już w "Rybkach z ferajny", ucieczka ze szklanego więzienia i zagubiony maluch w "Gdzie jest Nemo?". Mamy też pingwiny, które kojarzą się oczywiście z "Madagaskarem". Belgijski film nie dodaje tu za wiele od siebie, a na dodatek niepotrzebnie mnoży postacie. Nierównowaga między poszczególnymi wątkami sprawia, że dwa małe żółwiki spoglądające z plakatu i stanowiące punkt odniesienia dla młodocianego widza ustępują miejsca dziwnym drugoplanowym bohaterom w rodzaju homara-schizofrenika czy symulującej zgon ryby. Gdy domyślny komiczny przerywnik spycha do roli faktycznego przerywnika właściwych protagonistów filmu, wiedzcie, że coś jest nie tak. Zupełnie nie na miejscu są też rockowe szlagiery wyskakujące od czasu do czasu jako ilustracja muzyczna. Sam dobór jest już dziwny: od "All Along the Watchtower" Hendrixa, przez "Rock the Casbah" The Clash, po "Rock Lobster" The B-52's. (Pojawienie się tej ostatniej piosenki jest motywowane... sceną jedzenia homarów.) Czy ma być to znak niepokornego rockowego ducha tkwiącego w Sammym? Jak pamiętamy z pierwszej części, nasz "żółwik" urodził się w końcu w 1959 roku i swego czasu balował z hipisami. Co oczywiście przegryza się ze słusznym przesłaniem o tym, że zwierzętom lepiej jest na wolności niż w zamknięciu. To samo wynikało już jednak z pierwszej części, a tam mieliśmy przynajmniej świeżą historię ubraną w dużo bardziej atrakcyjną oprawę wizualną. Tutaj brakuje szczególnych wizualnych doznań, a 3D też nie oszałamia. Z braku laku w pamięci zostaje więc przede wszystkim absurdalna scena porodu małych żółwików, które wyskakują ze skorupek z w pełni rozwiniętym aparatem mowy. "Na imię będziesz miał Ricky", mówi duży żółw do małego. "Fajnie!", odpowiada mu tamten i dziarsko rusza po plaży w stronę morza. Czy małoletni widzowie również będą tak euforyczni, wychodząc z sali kinowej?

Gminna Biblioteka Publiczna Pruszcz

Pogoda

Zegar

Kalendarium

Wrzesień 2017
Pon Wt Śr Czw Pt Sb Nie
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1

Imieniny